AKTUALNOŚCI
Podczas sobotniej konferencji prasowej w Kielcach prof. Tomasz Nałęcz zarzucił SLD, że poprzez odrzucenie idei prawyborów na centro-lewicy, w zasadzie przesądza o porażce w wyborach prezydenckich. Silny kandydat w wyborach prezydenckich ze strony lewicy i centrum byłby w stanie wejść do drugiej tury wyborów i "zadać śmiertelny cios" kandydatowi PiS, a także mieć ogromny wpływ na zbliżające się wybory samorządowe. Nałęcz mówił,że przez trzy miesiące on i popierające go partie walczyli "na rzecz wspólnego, silnego skutecznie blokującego kandydaturę Lecha Kaczyńskiego" kandydata, a w drugiej turze "rywalizującego o prezydenturę z kandydatem PO".Mówiąc o swej kampanii Nałęcz zadeklarował, iż będzie przekonywał wyborców lewicy do swojej kandydatury tym, "że nie jest kandydatem tylko lewicy, ale właśnie centro-lewicy".
Przewodnicząca PD Brygida Kuźniak komentując działania SLD nazwała je "czerwonym prezentem przewiązanym czerwoną wstążką podarowanym PiSowi przez Grzegorza Napieralskiego" - i dokładnie takie pudełeczko zawierające hasła: "prawyborów nie będzie" i "Lech Kaczyński w II turze" zademonstrowała ku radości dziennikarzy podczas konferencji.
Więcej relacji ze spotkania w Kielcach znajduje się m.in. tu:
- Echo Dnia
- Gazeta Wyborcza.pl
- Gazeta Wyborcza.pl Depesze
- Wprost.pl
- Wiadomości onet.pl
- Gazeta Wyborcza.pl
Zobacz również fotorelację.
W dniu 26 lutego 2010 r. w Zakopanem odbyło się spotkanie kandydata na prezydenta, prof. Tomasza Nałęcza z mieszkańcami miasta i turystami.
Profesorowi w stolicy Tatr towarzyszył „przyjaciel” Zakopanego Janusz Onyszkiewicz. Podczas wizyty prof. Nałęcz przedstawił zarys swojej wizji prezydentury, odnosząc się równocześnie krytycznie do sposobu jej sprawowania przez Lecha Kaczyńskiego. Jego zdaniem prezydent winien być arbitrem i moderatorem, a nie liderem opozycji.
W trakcie spotkania kandydat podkreślił swój dystans do planowanych zmian w Konstytucji, doceniając jej kompromisowy charakter. Odpowiadając na pytania uczestników prof. Nałęcz ustosunkował się do aktualnej sytuacji w systemie opieki zdrowotnej, akcentując konieczność sięgnięcia do rozwiązań opracowanych przez ekspertów. Tomasz Nałęcz jednoznacznie opowiedział się za wprowadzeniem parytetu płci.
Partia Demokratyczna powraca do cyklu politycznych śniadań organizowanych przez przewodniczącą PD Brygidę Kuźniak.
Gościem specjalnym spotkania był kandydat na prezydenta prof. Tomasz Nałęcz, a przy stole zasiadł m.in. również Janusz Onyszkiewicz, a także przedstawiciele mediów.
Sobotnie spotkanie przy zastawionym smakołykami stole jak zawsze zgromadziło doborowe polityczno-niepolityczne grono smakoszy, wraz z którymi z równym apetytem pałaszowała wszystko Bona (sznaucer olbrzym, którego zabrała ze sobą przewodnicząca PD).
Wszystkich powitała gospodyni śniadania Brygida Kuźniak, która przedstawiła ideę spotkania i szybko (by płonące kiełbaski - tradycja krakowskich śniadań - nie zdążyły spłonąć) oddała głos Tomaszowi Nałęczowi.
Profesor Nałęcz mówił, że chciałby, aby jego kampania wyborcza była przestrogą przed coraz większym zawłaszczeniem Polski przez partie polityczne. "Trzeba w tej kampanii uwrażliwiać Polaków na coraz większe niebezpieczeństwo, jakie im grozi ze strony coraz bardziej zachłannych i żarłocznych partii politycznych". Nie ma demokracji bez partii politycznych, tak jak nie ma pięknej puszczy tropikalnej bez tygrysów. Ale przekleństwem takiej puszczy są tygrysy ludojady, które zasmakowały w ludzkim mięsie. Moim zdaniem nasze wielkie partie polityczne coraz bardziej są tygrysami, które nie tyle zasmakowały w ludzkim mięsie, co w państwowym mięsie; partie coraz bardziej brutalnie zawłaszczają państwo - podkreślił Nałęcz.
Więcej relacji z krakowskiego śniadania można znaleźć tutaj:
Zobacz więcej zdjęć.
We wtorek Brygida Kuźniak wraz z prof.Tomaszem Nałęczem odwiedzili Bydgoszcz. Profesor Nałęcz w odpowiedzi na zaproszenie studentów Wyższej Szkoły Gospodarki wygłosił wykład o prezydenturze w Polsce w okresie 20 - lecia międzywojennego.
Kolejnym punktem programu była wspólna konferencja przewodniczącej PD Brygidy Kuźniak, Tomasza Nałęcza, a także bydgoskiej posłanki Grażyny Ciemniak, która gościła wszystkich w swoim biurze poseskim.
Obejrzyj i posłuchaj wybranych fragmentów z konferencji prasowej: TVP Bydgoszcz, polskie radio PIK.
Podczas konferencji Tomasz Nałęcz opowiedział o swojej wizji prezydentury,podkreślił jak ważna jest niezależność tego najwyższego urzędu i jak ogromną krzywdę wyrządza się poprzez bezmyślne upartyjnianie i zawłaszczanie go,czego obecnie jesteśmy świadkami.
Brygida Kuźniak zaś zwracała uwagę jak potrzebne jest silne, centrowo-lewicowe środowisko, będące dla Polaków prawdziwą ożywczą odmianą od prawicowej, konserwatywnej oferty,z którą mamy do czynienia. Zwróciła też uwagę,że zarówno w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych liberałowie i socjaldemokraci łączą się i działają wspólnie i nie ma powodu,żeby Polska była w tym wypadku niechlubnym wyjątkiem.
Tuż po konferencji przewodnicząca Partii Demokratycznej wzięła udział w spotkaniu reaktywującej się kujawsko-pomorskiej struktury PD. Przedstawiciele największych miast województwa spotkali się żeby zintensyfikować swoje działania w regionie i solidnie przygotować się, przede wszystkim, do zbliżających się wyborów samorządowych.
Ostatnim przewidzianym w planie tego dnia wydarzeniem było spotkanie podczas roboczej kolacji z lokalnymi przedstawicielami organizacji pozarządowych oraz przedstawicielami zaprzyjaźnionych partii.
Zasady ogólne
Projekt PiSu pełen jest frazesów i pustych deklaracji, choć jego autorzy twierdzą, że brak tego typu elementów jest jedną z głównych różnic między ich pomysłem a Konstytucją z 1997 r. Zgodnie z projektem np.
- Pomnażanie siły Rzeczypospolitej jest (…) zaszczytnym obowiązkiem obywateli (art. 2 ust 1).
- Własność zobowiązuje. (art. 42 ust. 2 zdanie pierwsze).
Jedną wielką i pustą deklaracją jest art. 4, określający w kilkunastu punktach najważniejsze zadania polityki wewnętrznej, realizowanej poprzez ustawodawstwo i wszechstronny wysiłek władz publicznych. Autorzy projektu są z tego przepisu wyjątkowo dumni i utrzymują, że zadania w nim wymienione okażą się w praktyce wiążące dla władzy publicznej, gdyż projekt nakazuje Radzie Ministrów przedstawiać co roku informację o stanie ich realizacji, którą oceniać będzie też prezydent w corocznym orędziu. Pozostaje tylko zapytać się, czy autorzy projektu faktycznie wierzą, że przedstawianie informacji i ocen w orędziach jest gwarancją autentycznej realizacji zadań polityki państwa?
Zasadę demokratycznego państwa prawnego zastąpiono zawartą w art. 1 projektu deklaracją, że poszanowanie przyrodzonej godności każdego człowieka, troska o dobro wspólne, sprawiedliwość, rządy prawa i solidarność stanowią podstawy ładu państwowego.
Zasada demokratycznego państwa prawnego jest najistotniejszą zasadą polskiego ustroju. Państwo prawne to takie państwo, w którym wszystkie organy władzy publicznej mogą działać tylko i wyłącznie na podstawie prawa i w granicach przez nie wyznaczonych. Demokratyczne państwo prawne zaś to takie państwo, w którym władza jest ograniczona nie tylko prawem, lecz także wartościami powszechnie kojarzonymi z ładem demokratycznym. Przykładowo wymienia się tu, na najwyższym poziomie ogólności, takie cechy ustrojowe, jak podział władz, zwierzchnictwo konstytucji, niezależność sądów i niezawisłość sędziów, uczciwy i bezstronny wymiar sprawiedliwości oraz konieczność zagwarantowania przyjętych w naszym kręgu kulturowym praw i wolności człowieka i obywatela.
Inaczej niż pusta, pozbawiona znaczenia normatywnego, deklaracja z art. 1 projektu PiSu, zasada demokratycznego państwa prawnego jest źródłem realnych obowiązków, których organy władzy muszą przestrzegać. W orzecznictwie sądów i Trybunału Konstytucyjnego wskazuje się, że wynikają z niej m.in. następujące zasady:
- zasada ochrony zaufania obywatela do państwa - zgodnie z nią organy władzy publicznej muszą traktować obywateli z zachowaniem przynajmniej minimalnej uczciwości, np. nie formułując obietnic bez pokrycia lub wycofując się z wcześniej ustalonych reguł postępowania;
- zasady przyzwoitej legislacji - zakaz działania prawa wstecz, nakaz zachowania odpowiedniego vacatio legis, zasada ochrony praw nabytych (nowe przepisy nie mogą co do zasady odbierać lub niekorzystnie modyfikować praw obywateli), zasada określoności prawa (przepisy powinny być na tyle jasne i przejrzyste, by ich adresaci byli w stanie je zrozumieć).
Pomijając zasadę demokratycznego państwa prawnego, PiS nie tylko rezygnuje ze wskazania, że u podstaw naszego państwa leżą wartości demokratyczne, lecz również eliminuje z porządku prawnego wskazane wyżej, konkretne reguły, chroniące obywateli przed negatywnym oddziaływaniem omylnej przecież władzy.
Prawa i wolności człowieka i obywatela
Art. 17 ust. 2 projektu PiSu określa dopuszczalne ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw człowieka i obywatela. Jest to przepis pozornie bardzo podobny do obecnego art. 31 ust. 3 Konstytucji, ale w praktyce różniący się od niego bardzo znacząco. Dla pełnego zrozumienia ponurej istoty tych różnic wypada oba przepisy przytoczyć w całości:
- Art. 31 ust. 3 Konstytucji z 1997 r. - Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
- Art. 17 ust. 2 projektu PiSu - Ograniczenia w korzystaniu z wolności i praw zagwarantowanych w Konstytucji mogą być określone tylko w ustawie i tylko w takim zakresie, w jakim jest to konieczne w państwie demokratycznym w celu ochrony wolności i praw innych osób lub w celu realizacji dobra wspólnego, a w szczególności w celu ochrony zdrowia i moralności publicznej, środowiska, bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego. Ograniczenia te nie mogą powodować naruszenia istoty poszczególnych wolności i praw, chyba że polegają na orzeczeniu przez sąd sprawiedliwej kary za popełnienie przestępstwa lub środka koniecznego do zapobieżenia popełnianiu przestępstw (podkreślono i wytłuszczono różnice względem art. 31 ust. 3 Konstytucji z 1997 r.)
Niepokój powinien budzić już sam fakt, że przepis z projektu PiSu jest dłuższy, niż obecnie obowiązujący art. 31 ust. 3. Z tego prostego, wizualnego porównania wynika, że PiS przewiduje więcej przesłanek, uzasadniających odstąpienie od bezwzględnej ochrony konstytucyjnych wolności i praw człowieka i obywatela.
Analiza szczegółowa obu przepisów nie przełamuje tego negatywnego, pierwszego wrażenia.
Obecna Konstytucja dokładnie określa, na jakie wartości trzeba się powołać w ustawie, by ograniczyć wolności i prawa człowieka obywatela. Są to: bezpieczeństwo publiczne, porządek publiczny, ochrony środowiska, ochrona zdrowia publicznego oraz ochrona moralności publicznej. Są to oczywiście określenia nieostre, dobrze jednak znane nauce prawa i orzecznictwu sądów, ustawodawca nie może więc przypisywać im dowolnej treści. Co jednak najważniejsze, Konstytucja zawiera zamknięty katalog owych wartości, który nie podlega rozszerzeniu przez ustawodawcę. Nie można więc np. ograniczyć prawa własności powołując się na konieczność promowania kultury.
Granicę dla korzystania z wolności i praw mogą też stanowić wolności i prawa innych osób.
Konstytucja z 1997 r. zakazuje również takiego ograniczania wolności i praw, które niweczyłoby ich istotę. Nie można więc ograniczać czyjegoś prawa w sposób, który w praktyce oznacza pozbawienie go. Zakaz ten jest bezwzględny - nie mogą istnieć od niego żadne wyjątki.
Projekt PiSu całkowicie zmienia charakter dopuszczalnych ograniczeń praw i wolności. Ich katalog przestaje być zamknięty, staje się otwarty. Kiedy bowiem można według PiSu ograniczyć prawa i wolności konstytucyjne? Otóż wtedy, gdy wymaga tego ochrona praw i wolności innych osób (co nie budzi żadnych wątpliwości) oraz wtedy, gdy ma to służyć realizacji dobra wspólnego. Dalej mowa jest o tym, że obejmuje to przypadki ochrony zdrowia i moralności publicznej, środowiska, bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego. Jest to jednak tylko wyliczenie przykładowe, bo następujące po wyrażeniu „w szczególności”. Pod pojęciem „dobra wspólnego” kryją się więc inne przesłanki, uzasadniające wprowadzanie ograniczeń wolności i praw. Jakie to przesłanki? Tego projekt nie precyzuje, otwierając pole dla praktycznie dowolnych eksperymentów ustawodawczych na naszych prawach i wolnościach.
Ale to nie koniec uwag krytycznych. Projekt PiSu zakazuje naruszania istoty wolności i praw poprzez ich ograniczenia. Jednak nie dotyczy to przypadków kar i środków zapobiegawczych orzekanych przez sądy. Trudno powiedzieć, czy o to chodziło autorom projektu, ale ich pomysł stwarza możliwość uchwalenia prawa, dopuszczającego stosowanie tortur wobec podejrzanych, kar cielesnych wobec skazanych, łącznie z fizyczną kastracją, a także orzekanie kary śmierci.
Projekt PiSu budzi też zastrzeżenia co do regulacji niektórych spośród praw i wolności człowieka i obywatela.
W art. 19 projekt stanowi, że wszyscy ludzie są równi wobec prawa i mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. To dobrze, że PiS o tym nie zapomniał. Szkoda tylko, że zasady równości nie uzupełniono, inaczej niż w obecnej Konstytucji, zakazem dyskryminacji z jakiejkolwiek przyczyny, który jest jedną z ideologicznych podwalin Unii Europejskiej. Brakuje też wyraźnego wysłowienia zasady równego statusu kobiet i mężczyzn.
Z art. 27 ust. 1 można wywnioskować m.in., że każdemu przysługuje wolność nauczania religii w życiu publicznym. Cóż to oznacza? Projekt tego nie wyjaśnia, ale chodzić tu może o publiczne nauczanie religii np. na miejskim placu.
Art. 30 ust. 2 stanowi, że władze publiczne nie regulują spraw par niemałżeńskich ani nie prowadzą ich ewidencji. Oznacza to całkowitą niemożność wprowadzenia jakichkolwiek prawnych regulacji dotyczących - realnie przecież występujących - związków partnerskich. PiS nie chce nawet myśleć o wprowadzeniu dla nich możliwości wspólnych rozliczeń podatkowych czy też praw związanych z dziedziczeniem. Poza zainteresowaniem PiSu znajduje się też prawny status dzieci, pochodzących z takich związków.
Źródła prawa
Projekt PiSu niepotrzebnie komplikuje system źródeł prawa (art. 59 - 66), przywracając ustawy konstytucyjne oraz rozporządzenia z mocą ustawy, wydawane przez prezydenta na wniosek Rady Ministrów i następnie zatwierdzane przez Sejm (obecnie rozporządzenia z mocą ustawy mogą być wydawane przez prezydenta absolutnie wyjątkowo, bo jedynie podczas stanu wojennego, gdy Sejm nie może zebrać się na posiedzenie). Uproszczenie nieprzejrzystego i niekontrolowanie rozrastającego się systemu źródeł prawa było jedną z istotniejszych zdobyczy Konstytucji z 1997 r. Odwracanie tej zmiany i powrót do dawnych, krytykowanych rozwiązań jest zabiegiem co najmniej kuriozalnym.
Prezydent, Rada Ministrów, Sejm i Senat
Projekt PiSu modyfikuje - często dziwacznie - stosunki między konstytucyjnymi organami władzy.
Wiele wątpliwości budzą przepisy o relacjach między prezydentem a Radą Ministrów. Zgodnie z art. 108 projektu, politykę wewnętrzną i zewnętrzną Polski prowadzi Rada Ministrów. Jednak na podstawie art. 73, Prezydent Rzeczypospolitej może, według swojego uznania, osobiście reprezentować Rzeczpospolitą Polską w rokowaniach z przedstawicielami innych państw oraz w organizacjach międzynarodowych zgodnie z prawem i zwyczajami międzynarodowymi. W takich przypadkach Prezydent Rzeczypospolitej zwraca się do Prezesa Rady Ministrów o sformułowanie przez Radę Ministrów stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej w sprawach, które mają być przedmiotem rokowań, oraz o wyznaczenie członka lub członków Rady Ministrów uczestniczących w rokowaniach. W żadnym miejscu projekt nie określa, by stanowisko RP, sformułowane przez Radę Ministrów, było dla prezydenta wiążące. Wejście w życie projektu doprowadziłoby niewątpliwie do sporów kompetencyjnych na tym tle. Byłyby to przy tym spory nierozstrzygalne, skoro równocześnie odebrano Trybunałowi Konstytucyjnemu możliwość orzekania w sprawach sporów kompetencyjnych między konstytucyjnymi organami władzy.
Ale to nie jedyna uwaga krytyczna do przepisów o relacjach prezydenta i rządu. Na podstawie art. 122, prezydent może odmówić powołania Prezesa Rady Ministrów lub innego członka Rady Ministrów, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie będzie on przestrzegać prawa albo jeżeli przeciwko powołaniu przemawiają ważne względy bezpieczeństwa państwa. Daje to prezydentowi możliwość manipulowania obsadą stanowiska premiera oraz składem rządu w praktycznie nieograniczony sposób.
Kuriozalnie, bez jakiegokolwiek szacunku dla stanowiska obywateli wyrażonego w wyborach parlamentarnych, ukształtowano również relacje pomiędzy prezydentem a Sejmem.
Prezydent może, na podstawie swojego widzi mi się - bo projekt PiSu nie określa żadnych przesłanek takiego działania - skrócić kadencję Sejmu w okresie 6 miesięcy od dnia objęcia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej, jeżeli od początku kadencji Sejmu upłynął co najmniej rok, przekreślając tym samym wolę wyborców wyrażoną w wyborach parlamentarnych (art. 94 ust. 2 pkt 2).
Kolejną możliwość dysponowania kadencją Sejmu daje prezydentowi art. 103. W ramach tzw. szczególnego weta ustawodawczego, prezydent może zarządzić referendum krajowe w sprawie podpisania ustawy o istotnym znaczeniu dla finansów publicznych lub wolności i praw obywateli. Jeżeli obywatele w referendum odrzucą projekt ustawy, prezydent może skrócić kadencję Sejmu. W nieracjonalny sposób wiąże się byt jednej ustawy z bytem całej izby, którą wybrano przecież dla uchwalenia więcej niż jednego aktu prawnego. Może tu dojść ponadto do bardzo niebezpiecznej manipulacji. Prezydent jest jednym z podmiotów, którym przysługuje prawo inicjatywy ustawodawczej. Jest więc do wyobrażenia, że prezydent skieruje do Sejmu projekt ustawy w złej wierze, by następnie zarządzić referendum, licząc na porażkę swej inicjatywy, po to tylko, by móc skrócić kadencję Sejmu. Takie wypaczenie demokratycznych instytucji jest w pełni dopuszczalne w świetle projektu PiSu.
Projekt PiSu zmienia pozycję Senatu. Ma być izbą mniej demokratyczną, niż obecnie. Senatorowie byliby wybierani w okręgach jednomandatowych, a do ich grona należeliby również z urzędu byli Prezydenci RP, o ile złożą przysięgę. Przełamuje to zasadę, że skład parlamentu ma odzwierciedlać preferencje wyborcze obywateli. To, że kiedyś wybrali kogoś prezydentem, nie znaczy przecież, że zawsze chcą, by przez kolejne dziesięciolecia był senatorem. Co więcej, bierne prawo wyborcze do Senatu podlega w projekcie PiSu jeszcze większym ograniczeniom, niż na gruncie Konstytucji z 1997 r. Senatorem mógłby być ten, kto nie tylko ukończył lat trzydzieści (jak obecnie), lecz również pełnił łącznie przez co najmniej pięć lat funkcję publiczną. To od obywateli powinno zależeć, kogo uczynią swym przedstawicielem, a rozbudowane cenzusy przy biernym prawie wyborczym stanowią raczej cechę dziewiętnastego, niż dwudziestego pierwszego wieku.
Kadencja Senatu nie byłaby już związana z kadencją Sejmu (co przecież wydaje się najbardziej naturalne), lecz organów samorządu terytorialnego. Trudno odgadnąć, jaki jest związek pomiędzy wyborem na stanowisko senatora, uczestniczącego w tworzeniu ogólnopolskiego prawa, a wyborem na stanowisko członka organów lokalnych czy regionalnych, mającego zapewnić, by sprzątano ulice, wywożono śmieci i dbano o inne sprawy najistotniejsze w życiu codziennym, nie zawiadywanym z Warszawy.
Niektóre urzędy, obecnie obsadzane przez Sejm, mają być obsadzane przez Senat, lub ze zwiększonym jego wpływem, o czym mowa dalej, przy poszczególnych przykładach.
Sądy, Trybunały i prokuratura
Sądy i sędziowie - w projekcie PiSu nie mówi się, inaczej niż w Konstytucji z 1997 r., że sądy wyjątkowe i tryby doraźne mogą być ustanawiane tylko w czasie wojny. Może to stanowić istotne zagrożenie dla praw i wolności obywateli. Ale te przecież projekt PiSu chroni jedynie pozornie.
Projekt PiSu deklaruje, że sędziowie są niezawiśli (art. 125). Na deklaracjach się kończy, bo brak jest jakichkolwiek gwarancji niezawisłości sędziowskiej. Za gwarancje takie uznaje się na gruncie obecnej Konstytucji:
- stabilizację urzędu sędziego - sędziowie powoływani są na czas nieoznaczony. W projekcie - dopuszczalne są przypadki powoływania na czas określony;
- nieusuwalność sędziego - obecnie sędziowie są nieusuwalni, a wyjątkowo mogą zostać usunięci tylko na podstawie orzeczenia sądu. Projekt PiSu nie deklaruje zasady nieusuwalności sędziów. Co więcej, usunięcie sędziego możliwe jest nie tylko na podstawie orzeczenia sądu, lecz także na mocy aktu prezydenta podjętego na wniosek Rady do Spraw Sądownictwa, której prezydent przewodniczy i której członków częściowo sam powołuje. Jeszcze bardziej bulwersujący jest fakt, że akt ten jest niezaskarżalny (art. 145 ust. 2).
Projekt PiSu nie chroni również sędziów poprzez zapewnienie im immunitetu. Nie gwarantuje też ich bezstronności - obecnie sędziowie nie mogą należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. W projekcie PiSu brak takich ograniczeń.
Trybunał Konstytucyjny (art. 127 - 139) - Trybunałowi odbiera się w projekcie kompetencję do rozstrzygania sporów kompetencyjnych między centralnymi, konstytucyjnymi organami państwa. Ponadto projekt PiSu, inaczej niż obecna Konstytucja, nie zawiera żadnych gwarancji niezawisłości i niezależności sędziów TK. (Na podstawie Konstytucji z 1997 r., Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w okresie zajmowania stanowiska nie mogą należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Sędzia Trybunału Konstytucyjnego nie może być, bez uprzedniej zgody Trybunału Konstytucyjnego, pociągnięty do odpowiedzialności karnej ani pozbawiony wolności. Sędzia nie może być zatrzymany lub aresztowany, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa, jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. O zatrzymaniu niezwłocznie powiadamia się Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, który może nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego.)
Projekt PiSu zmienia również sposób powoływania sędziów TK. Obecnie czyni to Sejm. Na podstawie art. 128 ust. 3 projektu, sędziego Trybunału Konstytucyjnego powołują, w przypadku zwolnienia urzędu sędziowskiego, kolejno: Prezydent Rzeczypospolitej, Sejm i Senat.
Projekt przywraca za to, krytykowaną przed laty, gdy jeszcze istniała, wiążącą wykładnię prawa przez TK, ograniczoną co prawda tylko do przepisów konstytucji.
TK przyznaje się w projekcie prawo do orzekania o zgodności z konstytucją aktów stanowienia prawa pochodzących od organizacji międzynarodowej, której Rzeczpospolita Polska przekazała niektóre kompetencje organów władzy państwowej. Chodzi tu oczywiście o akty prawne Unii Europejskiej. Jest to rozwiązanie bardzo niefortunne. Polska jest członkiem UE i nawet PiS nie chce tego zmieniać. Jedną z najistotniejszych zasad dotyczących prawa UE jest zaś jego pierwszeństwo przed prawem krajowym, co wynika z traktatów europejskich - obecnie chodzi tu o art. 288 (dawny art. 249 TWE) oraz art. 291 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Zostało to także potwierdzone na przestrzeni dziesięcioleci przez orzecznictwo europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który już przed czterdziestu laty wskazał, że używanie prawa krajowego do oceny obowiązywania środków stosowanych przez instytucje europejskie może niweczyć skuteczność i jednolitość prawa europejskiego (wyrok TS z dn. 17 grudnia 1970 r. w sprawie 11/70, Internationale Handelsgesellschaft mbH przeciwko Einfuhr- und Vorratsstelle für Getreide und Futtermittel, Zbiory orzecznictwa Trybunału Europejskiego z 1970 r., s. 1125). Trzeba ułatwiać funkcjonowanie Polski w ramach UE, a nie zarówno naszemu państwu, jak i Unii, rzucać kłody pod nogi.
Trybunał Stanu - projekt PiSu zawiera jedynie szczątkową regulację dotyczącą TS w art. 140 i 141. W ogólne nie ma mowy o tym, że członkowie TS mają być niezawiśli i niezależni, co szczegółowo gwarantuje obecna Konstytucja.
Rada do Spraw Sądownictwa (art. 147 - 149) ma zastąpić Krajową Radę Sądownictwa. W skład KRS wchodzą głównie sędziowie różnych sądów. W składzie Rady do Spraw Sądownictwa dominują osoby powołane przez Prezydenta, Sejm, Senat i Ministra Sprawiedliwości, co nadaje jej polityczny charakter, a przecież ma ona rzekomo stać na straży niezawisłości sędziów (ale już nie niezależności sądów, do czego zobowiązuje KRS obecna Konstytucja, a co pominięto w projekcie PiSu - jak się wydaje, nie bez powodu).
Prokuratura - projekt PiSu nadaje konstytucyjną rangę połączeniu funkcji ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. Co więcej, Rada Ministrów ma określać zadania prokuratury (art. 108 ust. 3 pkt 6). Upolitycznienie prokuratury jest oburzającą, ale logiczną konsekwencją PiSowskiej wizji wymiaru sprawiedliwości, jedynie pozornie bazującego na niezawisłości i niezależności.
Inne organy
Narodowy Bank Polski (art. 163, składający się z trzech króciutkich ustępów) - obecnie Prezesa NBP powołuje Sejm na wniosek prezydenta. W projekcie - prezydent za zgodą Senatu. Inaczej niż Konstytucja z 1997 r., projekt nie gwarantuje też niezależności Prezesa NBP (obecnie Prezes Narodowego Banku Polskiego nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z godnością jego urzędu). Ponadto odebrano NBP konstytucyjne umocowanie do ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Wszystko to może stwarzać zagrożenie dla stabilności tej polityki, a co za tym idzie - dla całej sytuacji ekonomicznej państwa.
Urząd do Spraw Mediów Elektronicznych - projekt PiSu nie zawiera regulacji dotyczącej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jednak nie dlatego, że jego autorzy spełnili postulaty przedstawicieli nauki prawa, od lat podważających sens konstytucyjnego umocowania tego organu. Zamiast KRRiT, projekt wprowadza Urząd do Spraw Mediów Elektronicznych. O niedostatecznie długim zastanowieniu autorów projektu świadczy już jego nazwa - nie prościej było to ciało nazwać po prostu Urzędem Mediów Elektronicznych? Dowodów na to jest jednak więcej. Po co w ogóle wprowadzać ten organ na mocy najwyższego prawa Rzeczypospolitej, dając mu przy tym prawo do wydawania rozporządzeń? Ze stylizacji art. 172 projektu nie wynika wcale, by U ds. ME pełnił na rynku mediów elektronicznych funkcje zasadniczo inne, niż typowy organ regulacyjny, sprawujący nadzór nad określonym sektorem rynku. Inne organy tego typu świetnie się od lat obywają bez konstytucyjnego umocowania.
Do projektu wpisano też Instytut Pamięci Narodowej (art. 173), co ma oczywiście podłoże ideologiczne.
NIK (art. 164 - 168) - zrywa się z tradycyjnym powiązaniem NIK z Sejmem. Mowa jest tylko, że NIK jest niezależny od Rady Ministrów. Prezesa NIK powołuje Senat. Inaczej niż obecna Konstytucja, projekt nie zawiera gwarancji niezależności Prezesa NIK. Obecnie nie może on zajmować innego stanowiska, z wyjątkiem stanowiska profesora szkoły wyższej, ani wykonywać innych zajęć zawodowych. Nie może też należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z godnością jego urzędu. Objęty jest też immunitetem, z czego projekt PiSu rezygnuje.
RPO - projekt PiSu zawiera jedynie w art. 169 szczątkową regulację dotyczącą RPO (którego zamiast Sejmu za zgodą Senatu ma teraz powoływać sam Senat), pozbawioną jakichkolwiek gwarancji jego niezależności i niezawisłości.
Stany nadzwyczajne
Inaczej niż w obecnej Konstytucji, w projekcie PiSu brak jest zapisów chroniących podstawowe prawa i wolności człowieka i obywatela nawet w sytuacji ogłoszenia jednego ze stanów nadzwyczajnych. Co więcej, na podstawie Konstytucji z 1997 r., stan wyjątkowy może zostać wprowadzony na maksymalnie 90 dni, a następnie przedłużony za zgodą Sejmu - tylko raz! - o maksymalnie 60 dni. W projekcie PiSu, stan wyjątkowy trwa do 90 dni i może być w nieskończoność przedłużany, za zgodą Sejmu i Senatu, o kolejne okresy po maksymalnie 90 dni każdy.
SPIS ARTYKUŁÓW
- Uroczystości pogrzebowe
- Zmarł Krzysztof Skubiszewski
- Uchwała PKW
- Spotkajmy się ponad podziałami
- Oświadczenie Partii Demokratycznej – demokraci.pl
- Debata - Władza, pieniądze i ... finansowanie polityki
- Noworoczne spotkanie Demokratów
- Wesołych Świąt
- Janusz Onyszkiewicz o Konstytucji
- List do Guido Westerwelle
- Unia Lewicy do Partii Demokratycznej
- Wizyta w Kielcach
Wizyta w Kielcach
GALERIA
REKLAMA
- Dotleniacz - Prawo i Science-fiction
- Nałęcz: SLD sprezentował Kaczyńskiemu drugą turę
- Dotleniacz - próżne gadki czy podatki ?
- Zakopane: rusza prezydencka kampania
- Nałęcz o Mariuszu Kamińskim: Jak Bóg chce na kogo zesłać nieszczęście to ...
- Tomasz Nałęcz o "zmorach": są jak tygrysy ludojady
- Polskie Radio PIK - Tomasz Nałęcz w Bydgoszczy
- TV Bydgoszcz 23.02.10 min. 5.20 - spotkanie prof. Tomasza Nałęcza ze studenatmi Wyższej Szkoły Gospodarki












